Nadszedł wreszcie tak przeze mnie wyczekiwany piątek. Wreszcie mogłam wypocząć po całym tygodniu ciężkiej pracy. Ale i tak nie miałam dużo czasu na wypoczynek, musiałam bowiem pouczyć się na polski, matematykę, angielski oraz historię. Koszmar! Nie miałam żadnego spokojnego miejsca gdzie w ciszy mogłabym się pouczyć. Postanowiłam się nad tym zastanowić po szkole. Tymczasem musiałam wytrwać kolejny dzień w męczarniach.
- Cześć Katie, co tam słychać? - usłyszałam niespodziewanie głos chłopaka i lekki uśmiech wstąpił na moją twarz. Odwróciłam się do niego i miałam ochotę rzucić mu się na szyję...Ale oczywiście w ostatniej chwili się powstrzymałam.
- O, pan wielki podrywacz odzywa się do mnie? - zapytałam z nutką drwiny w głosie. Na jego twarzy wstąpił lekki uśmiech. Rozejrzał się dookoła, jakby szukał innej osoby do której zostało skierowane to pytanie. Roześmiałam się.
- Rozumiem, że chodzi ci o mnie? - pyta zadowolony z tego że udało mu się mnie rozbawić. W tej chwili podchodzi do mnie Stefan i próbuje złapać mnie za rękę. Odsuwam ją z oburzeniem, patrząc jak na to zareaguje Erik. Jego wzrok spoczywa na mojej dłoni, później na dłoni Stefana, aż na mojej twarzy, patrzy na nią z bólem.
- Co tam koleżko? -pyta Stefan, a wzrok Erika przechodzi na jego twarz, patrzy na niego z wyraźną nienawiścią. Zrobiło się nieprzyjemnie, ale na moje szczęście nagle obok Erika zjawiła się jakaś dziewczyna i wyszeptała mu coś na ucho, natychmiast się rozluźnił. Spojrzał na nią uwielbiającym wzrokiem a ja poczułam ukucie...zazdrości. Tak, zazdrości. Dziewczyna przeniosła na mnie wzrok, była niewiarygodnie piękna...
- Przedstawisz mnie? - spytała miłym dla uszu głosem. Muszę przyznać, że do siebie pasowali.
- Ach...oczywiście, Katie, to Carmen, moja siostra. - powiedział Erik.
Zamurowało mnie.
Zamurowało mnie.
- Jest o rok ode mnie młodsza i przyszła... a tak właściwie, to po co przyszłaś? - spytał z ciekawością w głosie.
- No bo, braciszku, ci oto chłopcy - tu skinęła głową w stronę stojących niedaleko chłopców, przywartych do siebie - nie dają mi chwili wytchnienia! Ciągle za mną łażą i chciałabym żebyś ich przegonił, mogę na ciebie liczyć? - zapytała po wygłoszeniu swojej przemowy. Od razu zauważyłam że jest to bardzo zżyte rodzeństwo, które ufa sobie bezgranicznie.
- Oczywiście, zaraz się tym zajmę. - podszedł do chłopaków, i...
- Psst... Katie! - z zadumy wyrwał mnie głos niejakiej Carmen.
- Ja? - pytam jak głupia. Carmen złapała się za głowę i pokazała mi, żebym do niej podeszła. Zrobiłam to, a kiedy tylko podeszłam, powiedziała:
- Słuchaj, kocham mojego brata... - spojrzała na mnie wyzywająco.
- I co w związku z tym? - zapytałam.
- A to, że on cię kocha! No halo, to widać na pierwszy rzut oka!
-Haha, ale śmieszne! - zaczęłam się śmiać. Carmen złożyła ręce na piersi, a ja zrozumiałam, że to nie jest odpowiedni moment na śmiech
- Ty...nie żartujesz? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Ty...nie żartujesz? - zapytałam z niedowierzaniem.
- No pewnie, że nie! On jest porządnym chłopakiem, a nie jak połowa gamoni go postrzega, nędznym podrywaczem! - powiedziała z drwiną w głosie.
- Słuchaj, nie rozumiem... ja go przecież nie kocham, a więc w czym rzecz?
- To błagam, powiedz mu to dość...łagodnie - mówi, patrząc jak na to zareaguje. Spojrzałam na Erika, który w końcu przemówił do rozsądku podrywaczom swojej siostry.
- A później, oczywiście możesz wrócić do swojego kochanego Stefana. - powiedziała z rozbawieniem w głosie.
-Co?! Ja przecież z nim...ej a skąd w ogóle wiesz jak się nazywa, przecież Erik go nie przedstawił...
W tej samej chwili nadjechał autobus. Zdążyłam tylko zobaczyć szeroki uśmiech na twarzy Carmen .
- Nieważne. - burknęłam sama do siebie.
- Cześć Katie co tam słychać? - pytam patrząc jak z uśmiechem na ustach odwraca się w moją stronę. Patrzy na mnie jakby chciała mi się rzucić na szyję...ale oczywiście w ostatniej chwili się powstrzymuje. Och ile ja bym dał za jeden taki uścisk...
- O, pan wielki podrywacz odzywa się do mnie? - pyta z drwiną w głosie. Rozglądam się udając że szukam osoby do której było skierowane to pytanie. Po paru chwilach słyszę melodyjny śmiech, zadowolony że udało odwracam się i mówię:
- Rozumiem że chodzi ci o mnie? - pytam z śmiechem.
Nagle Stefan zjawia się z znikąd i próbuje złapać Katie za rękę wbrew jej woli! Myślałem że uduszę tego gościa! Przenoszę wzrok z ręki Katie na rękę Stefana i na jej twarz...jej przecudną twarz. Patrzę na nią z wyraźnym bólem.
- Co tam koleżko? -pyta Stefan. Przenoszę na niego wzrok patrząc na niego z taką nienawiścią jakiej nigdy dotąd nie czułem do żadnej innej osoby.
- Spokojnie, nie denerwuj się tak bo zdradzisz naszą tajemnicę.
Słyszę ukojny szept Carmen. Od razu się odprężam. Spojrzałem na nią z uwielbieniem a jej wargi lekko się rozszerzyły. Podniosła wzrok na Katie, zrobiłem to samo. Katie wyglądała na bardzo zdziwiona ta całą sytuacją.
- Przedstawisz mnie? - pyta Carmen.
- Ach...oczywiście Jessica to Carmen, moja siostra. - Katie zamurowało.
- Jest o rok ode mnie młodsza i przyszła... a tak właściwie to po co przyszłaś? - spytałem z ciekawością. Carmen przez ten cały czas patrzyła na Katie a ta patrzyła na mnie.
- Carmen. - szepnąłem.
- No bo braciszku, ci oto chłopcy - skinęła głową w stronę stojących niedaleko chłopców, wyglądali na niegroźnych - nie dają mi chwili wytchnienia! Ciągle za mną łażą i chciałabym żebyś ich przegonił, mogę na ciebie liczyć? spytała niewinnym tonem.
- Oczywiście, zaraz się tym zajmę. - podszedłem do chłopaków i przez cały ten czas przemawiałem im do porządku. Gdy wreszcie udało mi się to wróciłem na swoje miejsce gdzie nie było ani Stefana ani dziewczyn. Rozejrzałem się. Stały niedaleko i o coś zawzięcie się wykłócały. Miałem zamiar do nich podejść ale chciałem jeszcze porozmawiać z kolegami. Po jakiś pięciu minutach Katie spojrzała się na mnie. Przez dłuższą chwilę patrzyliśmy prosto w oczy. Z zduny wyrwał mnie głos Darka.
- Co tam u ciebie?
- Nic nadzwyczajnego, a u ciebie?
- U mnie też nic. - mówi - podoba ci się ta Katie.
Było to twierdzenie tak oczywiste że aż śmieszne.
Ale zanim zdążyłam odpowiedzieć nadjechał autobus.
***
- Cześć Katie co tam słychać? - pytam patrząc jak z uśmiechem na ustach odwraca się w moją stronę. Patrzy na mnie jakby chciała mi się rzucić na szyję...ale oczywiście w ostatniej chwili się powstrzymuje. Och ile ja bym dał za jeden taki uścisk...
- O, pan wielki podrywacz odzywa się do mnie? - pyta z drwiną w głosie. Rozglądam się udając że szukam osoby do której było skierowane to pytanie. Po paru chwilach słyszę melodyjny śmiech, zadowolony że udało odwracam się i mówię:
- Rozumiem że chodzi ci o mnie? - pytam z śmiechem.
Nagle Stefan zjawia się z znikąd i próbuje złapać Katie za rękę wbrew jej woli! Myślałem że uduszę tego gościa! Przenoszę wzrok z ręki Katie na rękę Stefana i na jej twarz...jej przecudną twarz. Patrzę na nią z wyraźnym bólem.
- Co tam koleżko? -pyta Stefan. Przenoszę na niego wzrok patrząc na niego z taką nienawiścią jakiej nigdy dotąd nie czułem do żadnej innej osoby.
- Spokojnie, nie denerwuj się tak bo zdradzisz naszą tajemnicę.
Słyszę ukojny szept Carmen. Od razu się odprężam. Spojrzałem na nią z uwielbieniem a jej wargi lekko się rozszerzyły. Podniosła wzrok na Katie, zrobiłem to samo. Katie wyglądała na bardzo zdziwiona ta całą sytuacją.
- Przedstawisz mnie? - pyta Carmen.
- Ach...oczywiście Jessica to Carmen, moja siostra. - Katie zamurowało.
- Jest o rok ode mnie młodsza i przyszła... a tak właściwie to po co przyszłaś? - spytałem z ciekawością. Carmen przez ten cały czas patrzyła na Katie a ta patrzyła na mnie.
- Carmen. - szepnąłem.
- No bo braciszku, ci oto chłopcy - skinęła głową w stronę stojących niedaleko chłopców, wyglądali na niegroźnych - nie dają mi chwili wytchnienia! Ciągle za mną łażą i chciałabym żebyś ich przegonił, mogę na ciebie liczyć? spytała niewinnym tonem.
- Oczywiście, zaraz się tym zajmę. - podszedłem do chłopaków i przez cały ten czas przemawiałem im do porządku. Gdy wreszcie udało mi się to wróciłem na swoje miejsce gdzie nie było ani Stefana ani dziewczyn. Rozejrzałem się. Stały niedaleko i o coś zawzięcie się wykłócały. Miałem zamiar do nich podejść ale chciałem jeszcze porozmawiać z kolegami. Po jakiś pięciu minutach Katie spojrzała się na mnie. Przez dłuższą chwilę patrzyliśmy prosto w oczy. Z zduny wyrwał mnie głos Darka.
- Co tam u ciebie?
- Nic nadzwyczajnego, a u ciebie?
- U mnie też nic. - mówi - podoba ci się ta Katie.
Było to twierdzenie tak oczywiste że aż śmieszne.
Ale zanim zdążyłam odpowiedzieć nadjechał autobus.
***
- Co mamy pierwsze? - pytam Angeliki.
- Ty masz plastykę.
- A ty? - pytam zdziwiona.
- Ja mam kółko teatralne, pani nas zwolniła bo mamy próbę na dzień nauczyciela. - wzruszyła ramionami.
Zabrzmiał dzwonek.
- No to pa... - mówi przytulając mnie i całując w policzek.
- Tez cię kocham - mruczę. Obie zaczynamy się śmiać.
Zabrzmiał drugi dzwonek. Jaszcze raz się pożegnałyśmy i poszłam w kierunku klasy, mając nadzieję jakoś to przetrwać. Byłam najlepsza z klasy z szkiców i rysunków. Uwielbiałam rysować. To dla mnie jak...odetniecie się od bolesnej rzeczywistości. Gdy rysuję jestem „w swoim świecie.
- Evans! No o mało co się nie spóźniłaś! Co ty tam wyprawiałaś?
- Nic proszę pani.
Weszłam do zatłoczonej klasy. Uczniowie rozmawiali jak najęci.
- Cisza! - usłyszałam głos profesor Patch. - Evans na miejsce!
Poszłam posłusznie. Z opuszczoną głową siadłam do ławki.
- Dzisiaj będziemy szkicować twarze...
- Co tam Jessica? - odwracam głowę.
- A co cię to? - odpowiadam pytaniem na pytanie.
- Kogo naszkicujesz?
- A ty?
- Chyba Angele. - Odwracam twarz w jego stronę z strachem w oczach. Patrzę jak nie może powstrzymać się od śmiechu.
- Haha ale śmieszne. - mówię naburmuszona.
- Wiedziałem że się przestraszysz! - krzyczy na cała klasę.
Pani patrzy w naszą stronę.
- Bądź cicho gamonie! - szepczę uderzając go w głowę.
- Evans! Tak nie można! Ostatni raz cię upominam!.
- Dobrze.
Erik zaczyna się śmiać.
- Night! Do ciebie też mówię!
- Ok.
Nie mogąc powstrzymać się od śmiech wyjmuję kartkę i zaczynam szkicować...
- Na następną lekcję przynieście gotowe szkice! Krzyknęła pani po dzwonku.
Po lekcji udałam się pod salę gimnastyczną gdzie były próby aby poczekać na Angelę. Jednak moją uwagę przykuwa inna rzecz. Na tyle szkoły, przez okno zobaczyłam jakąś bójkę w której uczestniczyły trzy osoby. Postanowiłam tam pójść, ponieważ dwóch atakowało agresywnie jednego.
Pośpiesznie wyszłam na dwór i zaczęłam się skradać na tyły szkoły.
- Co wy ode mnie chcecie?! - zapytał ze strachem atakowany.
- Och nie udawaj gdzie jest Damon. - powiedział kpiąco znajomy głos. Nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należał.
- Ale ja nie... - usłyszałam jak upada na ziemię.
- Pośpieszmy się. - zamurowało mnie - on nic nie wie pozbądźmy się go. Erik wyraźnie się nudził.
- Ty to zrób wyżyj się na nim jak na Stefanie. - szepnęła Carmen. Wreszcie sobie przypomniałam do kogo należ ten głos.
- Masz to jak w banku. - szepnął z nienawiścią w głosie. Usłyszałam jęki bólu. Wkroczyłam do akcji.
- Zostawcie go! - to co zobaczyłam przeszło wszelkie granice normalności.
_____________________________________
Poszłam posłusznie. Z opuszczoną głową siadłam do ławki.
- Dzisiaj będziemy szkicować twarze...
- Co tam Jessica? - odwracam głowę.
- A co cię to? - odpowiadam pytaniem na pytanie.
- Kogo naszkicujesz?
- A ty?
- Chyba Angele. - Odwracam twarz w jego stronę z strachem w oczach. Patrzę jak nie może powstrzymać się od śmiechu.
- Haha ale śmieszne. - mówię naburmuszona.
- Wiedziałem że się przestraszysz! - krzyczy na cała klasę.
Pani patrzy w naszą stronę.
- Bądź cicho gamonie! - szepczę uderzając go w głowę.
- Evans! Tak nie można! Ostatni raz cię upominam!.
- Dobrze.
Erik zaczyna się śmiać.
- Night! Do ciebie też mówię!
- Ok.
Nie mogąc powstrzymać się od śmiech wyjmuję kartkę i zaczynam szkicować...
- Na następną lekcję przynieście gotowe szkice! Krzyknęła pani po dzwonku.
Po lekcji udałam się pod salę gimnastyczną gdzie były próby aby poczekać na Angelę. Jednak moją uwagę przykuwa inna rzecz. Na tyle szkoły, przez okno zobaczyłam jakąś bójkę w której uczestniczyły trzy osoby. Postanowiłam tam pójść, ponieważ dwóch atakowało agresywnie jednego.
Pośpiesznie wyszłam na dwór i zaczęłam się skradać na tyły szkoły.
- Co wy ode mnie chcecie?! - zapytał ze strachem atakowany.
- Och nie udawaj gdzie jest Damon. - powiedział kpiąco znajomy głos. Nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należał.
- Ale ja nie... - usłyszałam jak upada na ziemię.
- Pośpieszmy się. - zamurowało mnie - on nic nie wie pozbądźmy się go. Erik wyraźnie się nudził.
- Ty to zrób wyżyj się na nim jak na Stefanie. - szepnęła Carmen. Wreszcie sobie przypomniałam do kogo należ ten głos.
- Masz to jak w banku. - szepnął z nienawiścią w głosie. Usłyszałam jęki bólu. Wkroczyłam do akcji.
- Zostawcie go! - to co zobaczyłam przeszło wszelkie granice normalności.
_____________________________________
Hejka ;-)
Witam was ponownie mam nadzieję że rozdział nie za długi.
Rozpisałam się i już mam pomysły na następne rozdziały...
Niestety to może się przedłużyć z powodu nauki :-(.
Witam was ponownie mam nadzieję że rozdział nie za długi.
Rozpisałam się i już mam pomysły na następne rozdziały...
Niestety to może się przedłużyć z powodu nauki :-(.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz