wtorek, 5 listopada 2013

5.Wyjaśnienia


To co zobaczyłam, przyprawiło mnie o dreszcze. Erik stał pochylony nad moim bratem. 
Podkulony, cały pobity wyglądał jakby zaraz miał umrzeć. Zareagowałam natychmiast.
- Nie słyszeliście co powiedziałam? Zostawcie go ! - krzyknęłam a Carmen zdziwiona odwróciła głowę.
- Katie? Co ty tutaj robisz?! - powiedziała, po czym wykrzywiła twarz w dziwny grymas.
- Co wy zrobiliście mojemu bratu?! - wykrzyknęłam na cały głos mają skrytą nadzieję, że ktoś mnie usłyszy.
- Nie drzyj się tak! - krzyknął niespodziewanie Erik - Jeszcze ktoś usłyszy. Jeśli ona nas znalazła, to znaczy że strefa ochronna pękła! 
- To przecież niemożliwe! - spojrzałam po ich obu. Oboje byli zmieszani, jakby sami nie wiedzieli, co się przed chwilą stało. Ja za to wiedziałam jedno. Skrzywdzili mojego brata, a tego płazem im nie puszczę. Teraz wiedziałam, dlaczego na początku nie poznałam jego głosu. Przerażony spojrzał w moją stronę i słyszalnym tylko dla mnie głosem szepnął:
- Uciekaj...to potwory
Potrząsnęłam głową i wyszeptałam.
- Nie zostawię cię...
Erik patrzał na tą scenę z - jak mi się wydawało - udawaną czułością. Nie mogłam uwierzyć, że jeszcze dzisiaj rano, Carmen rozmawiała ze mną na temat tego że on mnie kocha.
- Katie, zrozum...nie wiedziałem, że to twój brat... 
Zaśmiałam się z nutą drwiny i histerii w głosie.
- Nie wierzę ci - szepnęłam. Spojrzał na mnie z bólem.
 Szczerze?
Bałam się ich. Bałam się, że nas zabiją (tak, wiem, histeryzuję ) i wywiozą gdzieś w las...pomyślałam o rodzicach...jak byliby zmartwieni, że nie wróciłam...
Koniec! Stop!
- Erik, nie mamy czasu na czułości! - spojrzał na nią.
- Dobrze. Katie, wszystko ci wytłumaczę... ale... nie tu.
Powiedział z naciskiem i zdecydowaniem. Popatrzyłam po ich minach pełnych strachu, aż wreszcie spojrzałam na mojego brata... Jego oczy były przepełnione bólem. Skinął głową.
- A co z moim bratem? - spytałam niespodziewanie.
- Pojedzie z nami. Carmen zadba żeby wrócił do zdrowia.
Popatrzyłam na Carmen. Spojrzała na mnie z przepraszającą miną. Przez sekundę jej uwierzyłam.
- Dobrze. A czym pojedziemy?
- Moim autem.
Erik pokazał ręką. Podążyłam za jego wzrokiem. Stało tam czerwone ferrari. Istne cudo!
Stop. To nie odpowiedni moment, aby zachwycać się tym autem. Są ważniejsze sprawy, choćby życie mojego brata.
- Zapraszam. - powiedział przyjemnym głosem Erik. Otworzył przednie drzwi.
- Em... wiesz, wolałabym... eee... - zaczynałam sklecić zdanie, lecz doszło do mnie, że nie ma ono sensu, więc zaczęłam od początku.-
chcę usiąść obok brata - powiedziałam stanowczo.
- A, tak, jasne...
Otworzył tylne drzwi. We troje podnieśliśmy mojego brata i wprowadziliśmy do auta.


 




- Jesteśmy na miejscu - powiedziała Carmen.
Odetchnęłam z ulgą. Ta podróż przedłużała się coraz bardziej. 
Weszliśmy do domu. Mojego brata przyniósł Erik.
- Carmen - powiedział porozumiewawczo. Skinęła głową i otworzyła wielkie drzwi, które, jak się za chwilę okazało, prowadziły do salonu.
Było to wielkie pomieszczenie pomalowane na kolor cappuccino. Na ścianach malowały się piękne wzorki. Było tam ogromne okno, przy którym stała rogówka. Przed kanapą stał średniej wielkości stolik z obrusem koloru toffi. W rogu stała piękna, biała orchidea.
Salon prowadził do eleganckiej kuchni.
- Przejdźmy do kuchni. - zaproponował Erik. Zawahałam się.
- Ja się nim zajmę. - uprzedziła mnie Carmen. Spojrzałam na brata.
- Idź... - szepnął słabym głosem.
Przeszliśmy do kuchni. Wyglądała bardzo zjawiskowo. Wszystkie meble i  urządzenia elektryczne miały szary, połyskujący kolor.
Na środku stała wyspa.
- Usiądź - powiedział Erik wskazując na krzesło przy wyspie. Sam siadł po drugiej stronie.
- Czekam na wyjaśnienie.
- Napijesz się? - zapytał wymijająco.
- Poproszę wodę. - odpowiedziałam. - No więc?
- Ciasto?- zapytał. To już przekraczało wszelkie granica mojej wytrzymałości. 
Ciasto? Serio?
- Mógłbyś przestać?
- O co chodzi? - spytał zdziwiony.
- Chcę mieć to już za sobą.
- No więc co chcesz wiedzieć? - spytał.
- Na początek, może... kim jesteś? - spojrzałam na niego.
- Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała mnie znać - powiedział ze smutkiem w głosie.
- Jestem... wampirem.  
Zatkało mnie. Tego się nie spodziewałam. Liczyłam na coś w tym stylu „Jestem pedofilem”  lub  „Jestem mordercą” (może z tym ostatnim przesadziłam), lecz nie na wyznanie „Jestem wampirem” To dla mnie szok. Przez chwilę zastanawiałam się: czy to nie sen? Czy „ wampiry” w ogóle istnieją?
Daniel przyglądał się mi uważnie.
- Okej... - odpowiedziałam. Starałam się ukryć zdziwienie. 
 Erik prychnął.
- Ja ci mówię, że jestem wampirem, a ty na to „ok ”? I to wszystko?
- Możemy przejść dalej? - zapytałam, żałując powoli że tu przyjechałam.
- Nie. Zrozum, jestem wampirem. Zadaj sobie pytanie - czym się żywimy.
Przełknęłam nerwowo ślinę.
- Wiem. Ale po prostu... nie chcę teraz o tym myśleć. Możemy przejść dalej?
- Jasne... co chcesz jeszcze wiedzieć?
- Dlaczego zrobiliście to akurat mojemu bratu? - spytałam ze łzami w oczach. Nie byłam pewna czy to wytrzymam.
- To dłuższa historia - powiedział tylko.
- Chcę wiedzieć - powiedziałam zdecydowanie.
W tym momencie do kuchni weszła Carmen.
- Co z nim? - spytałam szybko.
- Wyzdrowieje. To bardzo silny chłopak - uśmiechnęła się przyjacielsko.
- To dobrze.
- Katie, naprawdę mi przykro z powodu twojego brata...
- Carmen. Uspokój się - powiedział.
- No więc, Katie... Dawno temu...
- Jak dawno temu? - spytałam nagle.
- Jakieś dwadzieścia lat temu... - urwał i spojrzał na mnie. - kiedy byłem jeszcze człowiekiem, miałem brata. Byliśmy bardzo związani. Lecz gdy staliśmy się tym, kim jesteśmy, on coraz bardziej się ode mnie oddalał, aż wreszcie nie byliśmy ze sobą prawie związani. W szkole Damon poznał piękną dziewczynę. Chciał z nią być. Lecz ona wolała mnie. Damon był wściekły i powiedział że zabije każdą dziewczynę do której poczuję coś... wyjątkowego - serce zabiło mi mocniej, - Przeszedł na stronę ciemności. Strona ciemności tak jak i strona światłości mają swoje oznaczenia.
- Jak one wyglądają? - spytałam z ciekawością. Zawsze miałam słabość do horoskopów, wróżb i innych podobnych znaków.
- Znak ciemności to dwa smoki, które się gryzą. A znak światłości wygląda tak.
Powiedział i pokazał mi nadgarstek. Był na nim wytatuowany złoty piorun w złocistym kole. Prezentował się zjawiskowo.

- Mówić dalej? - spytał. 
Potrząsnęłam głową w geście zgody.
- No więc, wampiry mogą obciążyć kogoś klątwą.
- Jak to? - spytałam zdziwiona.
- Jeśli zły wampir coś przyrzeka i zamierza dotrzymać słowa, po prostu dotyka swojego znaku i... zaklina kogoś.
- I on to właśnie zrobił? - spytałam, lecz już znałam odpowiedź.
- Tak.
- No dobra, ale co to ma wspólnego ze mną i Kamilem?
- Poczekaj, dasz mi skończyć?
- Dobra.
„ Byle szybko” dodałam w myślach. 
- Powiedział także, że będzie się objawiał pod wizerunkiem osoby z zewnątrz. Kogoś ważnego dla tej dziewczyny, aby mnie znienawidziła. - w oczach Erika pojawiły się łzy. Już miałam do niego podejść i go uścisnąć, lecz uprzedziłam mnie Carmen.
Chwyciła go za ramię i powiedziała szeptem:
- Ja dokończę.
- Dobrze - wyszedł z pokoju.
- Jak już się pewnie domyślasz, twój brat miał taki znak.
Przełknęłam ślinę. Uznała to za potwierdzenie.
- Gdy Erik go zobaczył od razu mnie powiadomił. - westchnęła.
- Rozumiem.
- Wtedy zaciągnęliśmy go na tyły szkoły, a on przemówił głosem Damona.
- Co powiedział? - spytałam. Uśmiechnęła się.
- Wiedziałam, że o to spytasz. Powiedział że klątwa spełni się po raz kolejny... i ostatni.
- Co znaczy „po raz kolejny”?
- Damon zabił tą klątwą już ponad dziewięć dziewczyn.
Że co? Nie... niemożliwe...
- Dlaczego mi o tym mówisz?
- Ponieważ chcę cię przed tym ochronić. Klątwa mówi, że dziesiąta dziewczyna będzie tą jedyną, i Damon chce ją osobiście zabić, żeby Daniel poczuł to, co on wtedy czuł.
- Ale dlaczego akurat dziesiąta, może to pomyłka?
- Raczej nie, tylko do ciebie czuł coś wyjątkowego. Pozostałe dziewczyny to nie to samo. Chcę cię ostrzec, żebyś uważała na siebie.
W tej chwili wszedł Erik. Wyglądał jak zawsze seksownie, idealnie, o pięknym na swój sposób spojrzeniu. Matko, o czym ja myślę!
- Obiecaj mi, Katie, obiecaj, że będziesz ostrożna - powiedział miłym dla uszu głosem.  
- Obiecuję - szepnęłam.
- Twój brat nie będzie nic pamiętać - oznajmiła Carmen.
- To dobrze. Erik, możemy porozmawiać na osobności?
- Jasne.
Wyszliśmy na taras. Bałam się tej rozmowy.




***


- Erik, wiem, co przeżywasz...
- Katie, ja się boję - wyznał nagle.
- Och...
- Nie boję się Damona, ale...boję się o ciebie - zamyśliłam się.
 Jak mu to powiedzieć...
- Ja też się boję...o ciebie. - spojrzeliśmy sobie prosto w oczy.
- Katie...
- Erik...
W tej chwili nasze usta przyległy do siebie. Miałam nadzieję że ten pocałunek będzie trwać w nieskończoność. Teraz wstydziłam się co myślałam o nich na początku.
 Nagle weszła Carmen. Odstąpiliśmy od siebie  natychmiast.
- Nie przeszkadzajcie sobie - powiedziała i wyszła. Zaczęliśmy się śmiać.
- To było dziwne... - powiedzieliśmy jednocześnie, i znowu zaczęliśmy się całować.


obrazek


Niestety, niedługo potem pomyślałam o zamartwiającej się mamie i musiał skończyć się ten piękny moment. Mój brat nic nie pamiętał ale mama będzie zła że tak długo nie było nas w domu.
- Do poniedziałku - powiedziała z radością Carmen.
- Pa pa - odpowiedziałam.
- Uważaj na siebie - powiedział tylko Erik.
- Obiecuję - szepnęłam.
Weszłam do domu z oniemiałym z wrażenia Kamilem.
- Mamo, jesteśmy! - krzyknęłam w dal.
- No wreszcie, gdzie wy do diabła byliście?!
No i się zaczyna - pomyślałam.

___________________________________________________



Hejka ;)
I jest następny rozdział... późno, ale jest Julka.
Dla ciebie te pocałunki.
Pati też jest coś z Harry'ego Pottera ;)
Wszystkich którzy czytają, proszę o komentarze, bo nie wiem czy mam dalej pisać...









 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz